Łzy, które stały się modlitwą

Jedna uwaga do wpisu “Łzy, które stały się modlitwą”

  1. ? była żoną poganina, w dodatku o wrednym charakterze i matką aktywnego heretyka, w dodatku żyjącego w wolnym związku z podejrzanej konduity dziewczyną i ojca nieślubnego dziecka. Jakież pokłady zgorszenia mogłyby się w nas poruszyć… Co za kobieta, która wiąże się z takim typem, jak ona wychowuje dzieci? okropność!!! Pewnie większość z nas uznałaby taką niewiastę za podejrzaną chrześcijankę, grzesznicę, idiotkę albo Bóg wie za kogo jeszcze.

    No cóż, gdybyśmy spotkali w roku 370 niejaką Monikę z Tagasty (Afryka Północna), Berberyjkę z pochodzenia, to spotkalibyśmy właśnie taką kobietę. Miała wtedy lat prawdopodobnie 38, a więc jak na ówczesne czasy była w wieku bardzo dojrzałym i była żoną poganina o wybuchowym charakterze. A jej syn, Augustyn, był jednym z aktywniejszych członków sekty manichejczyków w Afryce Północnej, w dodatku prowadził tryb życia, nazwijmy to? niezwykle swobodny. Tak więc na pierwszy rzut oka rodzinka całkiem nieciekawa, zwłaszcza z punktu widzenia nauki chrześcijańskiej a Monika wywodziła się z rodziny chrześcijańskiej. Gdybyśmy ją wtedy zaszufladkowali na podstawie tych faktów to zrobilibyśmy kobiecie okropną krzywdę. Bo ona cały czas starała się wpłynąć na okropnego męża, broniła skutecznie dzieci ( oprócz Augustyna miała jeszcze jednego syna i córkę) przed jego brutalnością a przede wszystkim stale się modliła. Nie robiła tego zbyt często publicznie. Po prostu nieustannie polecała Bogu męża i niesfornego syna i.. robiła swoje. Tłumaczyła, prosiła, przekonywała a przede wszystkim dawała dobry przykład. Powinna zostać patronką cierpliwości chrześcijańskiej, bo to wszystko trwało wiele lat. Ale już w roku 370 przyszło pierwsze zwycięstwo- jej mąż na łożu śmierci przyjął chrzest. O niego i jego duszę mogła być już spokojna, ale został problem znacznie poważniejszy: wykolejony synalek. Zastosowała metodę nękania- jeździła za nim wszędzie (chyba nie był oczarowany, bo przecież w środowisku manichejczyków musiała robić mu niezły obciach ale z drugiej strony bardzo ją kochał i był do niej przywiązany. Poza tym wyciągała go z kłopotów jak przesadził). I cały czas robiła swoje. Chyba czasem miała dość i traciła siły, ale wtedy rozmawiała o problemie z mądrymi ludźmi, na przykład ze swoim biskupem. W końcu dopięła swego- synuś przyjrzał na oczy, posłuchał mamusi i mądrych ludzi, uporządkował swoje życie, nawrócił się i został biskupem. W dodatku podziękował mamie jak należy. Polecam w ?Wyznaniach? fragmenty o matce. Gdyby nie ona to by skończył w piekle i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

    No i jak byśmy wyglądali, gdybyśmy w roku 370, sądząc po zewnętrznych pozorach, zaszufladkowali Monikę z Tagasty jako głupią kobietę i złą , nieodpowidzialną matkę?

    http://fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/co_byscie,_o_dobrzy_chrzescijanie,_powiedzieli_o_kobiecie-chrzescijance,_ktora_29555

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *